Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata To już czwarty list abp. Vigano. Pełny tekst w języku polskim na PCh24.pl
Kategoria: Informacje ze świata   Sobota, 20 październik 2018 06:01 Autor: Andreas

To już czwarty list abp. Vigano. Pełny tekst w języku polskim na PCh24.pl

Carlo Maria Viganò Carlo Maria Viganò Roman Catholic Archdiocese of Boston/Flickr/CC BY-ND 2.0

Publikujemy pełne tłumaczenie najnowszego, czwartego listu arcybiskupa Carla Marii Vigano, który w obszernym Świadectwie ujawnił niezwykle gorszące szczegóły tuszowania homoseksualnych nadużyć byłego kardynała Theodore McCarricka.

W święto męczenników Ameryki Północnej

Danie świadectwa zepsuciu w hierarchii Kościoła katolickiego było dla mnie bolesną decyzją i taką pozostaje. Ale jestem starym człowiekiem, który wie, że musi wkrótce zdać relację przed Sędzią za swoje działania i uchybienia; człowiekiem, który boi się Tego, który może wtrącić ciało i duszę do piekła. Sędziego, który nawet w swoim nieskończonym miłosierdziu da każdemu zbawienie lub potępienie zgodnie z tym, na co sobie każdy zasłużył. Oczekując strasznego pytania tego Sędziego – „Jakże ty, który miałeś wiedzę na temat prawdy, mogłeś zachowywać milczenie pośród fałszu i demoralizacji?” – jakiej odpowiedzi mógłbym udzielić?

Dałem świadectwo w pełni świadom, że moje zeznanie może wywołać trwogę i wielki niepokój u wielu wybitnych osób: duchownych, braci biskupów, kolegów, z którymi pracowałem i modliłem się. Wiedziałem, że wielu poczuje się zranionych i zdradzonych. Spodziewałem się, że niektórzy z nich z kolei zaatakują mnie i moje motywy. Najboleśniejszym ze wszystkich jest fakt, że wiedziałem, iż wielu niewinnych wiernych będzie zdezorientowanych i zaniepokojonych spektaklem, jakim jest biskup oskarżający kolegów i zwierzchników o nadużycie władzy, grzech seksualny i poważne zaniedbanie obowiązków. Jednak wierzę, że moje nieustanne milczenie wystawiłoby na zagrożenie wiele dusz, a z pewnością potępiłoby moją. Wielokrotnie donosząc moim zwierzchnikom i nawet papieżowi o nienormalnym zachowaniu Theodore’a McCarricka, mogłem był publicznie ujawnić prawdy, o których wiedziałem wcześniej. Jeśli ponoszę jakąś odpowiedzialność za to opóźnienie, żałuję tego. To opóźnienie było spowodowane powagą decyzji, jaką miałem podjąć oraz długim bolesnym zmaganiem się mojego sumienia.

Oskarżano mnie o tworzenie swoim świadectwem zamieszania i podziału w Kościele. Dla tych, którzy sądzą, że takie zamieszanie i podział były nieistotne przed sierpniem 2018 roku, być może takie twierdzenie jest wiarygodne. Najbardziej bezstronni obserwatorzy, jednakże musieli być świadomi długotrwałego nadmiaru obu tych zjawisk, gdyż jest to nieuchronne, kiedy następca św. Piotra zaniedbuje wykonywanie swojej głównej misji, jaką jest utwierdzanie braci w wierze i w zdrowej nauce moralnej. Kiedy zatem powoduje on nasilenie się kryzysu poprzez sprzeczne czy wprawiające w zakłopotanie wypowiedzi na temat tych nauk, zamieszanie staje się gorsze.

Dlatego przemówiłem. Gdyż to spisek milczenia wywołał i wciąż wywołuje wielką szkodę w Kościele – szkodę dla tak wielu niewinnych dusz, młodych powołań kapłańskich i ogółu wiernych. Jeśli chodzi o moją decyzję, którą podjąłem w sumieniu przed Bogiem, chętnie przyjmuję wszelkie braterskie napomnienie, radę, zalecenie oraz wezwanie do czynienia postępów w moim życiu w wierze i miłości Chrystusa, Kościoła i papieża.

Niech wolno mi będzie przedstawić ponownie kluczowe punkty mojego świadectwa.

  • W listopadzie 2000 roku nuncjusz apostolski w USA, arcybiskup Montalvo, poinformował Stolicę Apostolską o homoseksualnym zachowaniu kardynała McCarricka wobec kleryków i księży.
  • W grudniu 2006 roku nowy nuncjusz w Stanach, arcybiskup Pietro Sambii, poinformował Stolicę Aposolską o homoseksualnym zachowaniu kardynała McCarricka w przypadku jeszcze innego księdza. 
  • W grudniu 2006 roku sam napisałem notatkę służbową do Sekretarza Stanu, kardynała Bertone, i osobiście dostarczyłem ją substytutowi do spraw ogólnych, arcybiskupowi Leondardo Sandriemu, apelując do papieża o podjęcie nadzwyczajnych środków dyscyplinarnych wobec McCarricka, aby uprzedzić przyszłe przestępstwa i zgorszenie. Ta notatka służbowa nie spotkała się z żadną odpowiedzią.
  • W kwietniu 2008 roku otwarty list Richarda Sipe do papieża Benedykta został przekazany przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary kardynała Levadę sekretarzowi stanu, kardynałowi Bertone. Zawierał on dalsze oskarżenia McCarricka o spanie z klerykami i księżmi. Otrzymałem go miesiąc później i w maju 2008 roku sam dostarczyłem drugą notatkę służbową ówczesnemu substytutowi do spraw ogólnych, arcybiskupowi Fernando Filoniemu, donoszącą o zarzutach wobec McCarricka i wzywającą do podjęcia sankcji przeciwko niemu. Ta druga notatka służbowa również nie spotkała się z odpowiedzią.
  • W roku 2009 lub 2010 dowiedziałem się od kardynała Re, prefekta Kongregacji ds. Biskupów, że papież Benedykt nakazał McCarrickowi zaprzestania publicznej posługi i rozpoczęcia życia na modlitwie i pokucie. Nuncjusz Sambi zakomunikował nakaz papieża McCarrickowi głosem, który było słychać na korytarzu nuncjatury.
  • W listopadzie 2011 kardynał Ouellet, nowy prefekt biskupów, powtórzył mi, nowemu nuncjuszowi w USA, papieskie restrykcje wobec McCarricka i sam zakomunikowałem je McCarrickowi osobiście.
  • 21 czerwca 2013 roku, pod koniec oficjalnego zebrania nuncjuszy w Watykanie, papież Franciszek powiedział mi zagadkowe słowa, krytykując episkopat USA.
  • 23 czerwca 2013 spotkałem papieża Franciszka osobiście w jego mieszkaniu, by prosić o wyjaśnienie, a papież spytał mnie: „il cardinale McCarrick, com’è (kardynał McCarrick – co o nim sądzisz)?” – co mogę jedynie zinterpretować jako udawaną ciekawość po to, aby odkryć, czy jestem lub nie sojusznikiem McCarricka. Powiedziałem mu, że McCarrick psuł seksualnie pokolenia księży i kleryków i otrzymał od papieża Benedykta nakaz ograniczenia się do życia na modlitwie i pokucie.
  • Zamiast tego McCarrick wciąż cieszył się specjalnymi względami papieża Franciszka i otrzymywał od niego nowe obowiązki i misje.
  • McCarrick był częścią siatki biskupów promujących homoseksualizm, którzy wykorzystując swoje względy u papieża Franciszka, manipulowali biskupimi nominacjami, aby chronić siebie przed sprawiedliwością i wzmocnić homoseksualną siatkę w hierarchii i ogólnie w Kościele.
  • Sam papież Franciszek albo działał w zmowie w tym zepsuciu albo, wiedząc, co robi, poważnie zaniedbuje swoje obowiązki nie sprzeciwiając się mu i nie prowadząc do wykorzenienia go.

Wzywam Boga na swojego świadka co do prawdziwości moich twierdzeń, a żadne nie okazało się fałszywe. Kardynał Ouellet napisał, by udzielić mi nagany za moją śmiałość złamania milczenia i wysuwanie tak poważnych oskarżeń wobec moich braci i zwierzchników, ale tak naprawdę jego napomnienia utwierdzają mnie w mojej decyzji, a nawet więcej – służą potwierdzeniu moich twierdzeń osobno i w całości.

  • Kardynał Ouellet przyznaje, że rozmawiał ze mną o sytuacji McCarricka przed moim wyjazdem do Waszyngtonu, gdzie miałem rozpocząć swoją pracę nuncjusza.
  • Kardynał Ouellet przyznaje, że przekazał mi na piśmie warunki i ograniczenia nałożone na McCarricka przez papieża Benedykta.
  • Kardynał Ouellet przyznaje, że te ograniczenia zakazywały McCarrickowi podróżowania czy pojawiania się publicznie.
  • Kardynał Ouellet przyznaje, pisząc, że Kongregacja ds. Biskupów – najpierw poprzez nuncjusza Sambiego, a następnie ponownie przeze mnie – wymagała od McCarricka, by wiódł życie na modlitwie i pokucie.

Co kardynał Ouellet kwestionuje?

  • Kardynał Ouellet kwestionuje możliwość, że papież Franciszek mógł zauważyć ważną informację o McCarricku w dniu, kiedy spotkał się z mnóstwem nuncjuszy i poświęcił każdemu tylko kilka chwil rozmowy. Ale nie takie było moje świadectwo. Moje świadectwo było takie, że na drugim, prywatnym spotkaniu poinformowałem papieża, odpowiadając na jego własne pytanie, o Theodorze McCarricku – wówczas emerytowanym kardynale arcybiskupie Waszyngtonu, znaczącej postaci Kościoła w Stanach – mówiąc papieżowi, że McCarrick psuł seksualnie swoich własnych kleryków i księży. Żaden papież nie mógłby tego zapomnieć.
  • Kardynał Ouellet kwestionuje istnienie w jego archiwach listów podpisanych przez papieża Benedykta czy papieża Franciszka dotyczących sankcji nałożonych na McCarricka. Jednak nie takie było moje świadectwo. Moje świadectwo było takie, że ma on w archiwach kluczowe dokumenty – bez względu na ich pochodzenie – obciążające McCarricka i dokumentujące środki podjęte w jego przypadku oraz inne dowody na tuszowanie jego sytuacji. I potwierdzam to raz jeszcze.
  • Kardynał Ouellet kwestionuje istnienie w aktach swego poprzednika, kardynała Re, „notatek służbowych z audiencji” narzucających McCarrickowi ograniczenia już wspomniane. Ale nie takie było moje świadectwo. Moje świadectwo jest takie, że istnieją inne dokumenty: na przykład notatka kardynała Re, nie ex-Audientia SS.mi, podpisana albo przez sekretarza stanu albo przez substytuta.
  • Kardynał Ouellet stwierdza, że fałszem jest przedstawianie środków podjętych wobec McCarricka jako „sankcji” zarządzonych przez papieża Benedykta, a odwołanych przez papieża Franciszka. Prawda. Z technicznego punktu widzenia nie były to „sankcje”, ale postanowienia, „warunki i ograniczenia”. Spieranie się, czy były to sankcje czy postanowienia, czy coś innego, to czysty legalizm. Z duszpasterskiego punktu widzenia są one dokładnie tym samym.

Jednym słowem, kardynał Ouellet uznaje ważne stwierdzenia, z którymi wystąpiłem i występuję, a kwestionuje stwierdzenia, z którymi nie występuję i nigdy nie występowałem.

Jest jedna uwaga, w której przypadku muszę całkowicie odrzucić to, co kardynał Ouellet napisał. Kardynał oświadcza, że Stolica Apostolska była jedynie świadoma „plotek”, które nie wystarczały, by usprawiedliwić środki dyscyplinarne przeciwko McCarrickowi. Stwierdzam coś przeciwnego – że Stolica Apostolska była świadoma rozmaitości konkretnych faktów i jest w posiadaniu dowodów z dokumentów i że odpowiedzialne osoby zdecydowały się nie interweniować albo nie dopuszczono, by interweniowały. Odszkodowanie wypłacone przez archidiecezję Newark i diecezję Metuchen ofiarom nadużyć seksualnych McCarricka, listy ks. Ramseya, nuncjusza Montalvo w roku 2000 i Sambiego w roku 2006, doktora Sipe w roku 2008, moje dwie notatki dla zwierzchników w Sekretariacie Stanu, które opisywały szczegółowo konkretne zarzuty wobec McCarricka – czy to wszystko to tylko plotki? To oficjalna korespondencja, nie plotki z zakrystii. Przestępstwa, o których donoszono, były bardzo poważne, obejmując próbę udzielenia sakramentalnego rozgrzeszenia wspólnikom w perwersyjnych czynach, czego dalszym ciągiem była świętokradcze odprawianie Mszy. Te dokumenty określają tożsamość sprawców i ich protektorów oraz chronologiczne następstwo faktów. Są one przechowywane we właściwych archiwach; nie jest konieczne nadzwyczajne dochodzenie, by je odzyskać.

W publicznych napomnieniach skierowanych przeciwko mnie zauważyłem dwa pominięcia, dwa dramatyczne przemilczenia. Pierwsze przemilczenie dotyczy losu ofiar. Drugie dotyczy podstawowego powodu, dla którego jest tak wiele ofiar, a mianowicie: psującego wpływu homoseksualizmu wśród duchowieństwa i hierarchii. Jeśli chodzi o to pierwsze, niepokojące jest, że pośród tych wszystkich skandali i oburzenia tak niewiele myśli poświęca się tym, którzy zostali poszkodowani seksualnym napastowaniem przez tych, którzy zostali mianowani sługami Ewangelii. Nie jest to kwestia wyrównania rachunków czy dąsania się na zmienne koleje kościelnych karier. Nie jest to kwestia polityki. Nie jest to kwestia tego, jak historycy Kościoła mogą ocenić ten lub inny pontyfikat. Chodzi o dusze. Wiele dusz było i jest nawet teraz zagrożonych, jeśli chodzi o ich wieczne zbawienie.

Jeśli chodzi o drugie przemilczenie, tym bardzo poważnym kryzysem nie można właściwie się zająć i go rozwiązać, jeśli i dopóki nie nazwiemy rzeczy po imieniu. Jest to kryzys spowodowany plagą homoseksualizmu w swoich czynnikach, w swoich motywach, w swoim oporze wobec reformy. Nie jest przesadą stwierdzenie, że homoseksualizm stał się plagą wśród duchowieństwa i można go jedynie wyplenić duchową bronią. Olbrzymią hipokryzją jest potępianie nadużyć, twierdzić, że płacze się za ofiary, a jednocześnie odmawiać potępienia pierwotnej przyczyny tak ogromnych nadużyć seksualnych: homoseksualizmu. Hipokryzją jest odmowa uznania, że ta plaga jest spowodowana poważnym kryzysem życia duchowego duchowieństwa, i nie podejmować kroków koniecznych do uleczenia go.

Niewątpliwie istnieją kapłani kobieciarze i niewątpliwie oni także niszczą swoje dusze, dusze tych, których psują i ogólnie Kościół. Ale te wykroczenia przeciwko kapłańskiemu celibatowi zazwyczaj ograniczają się do osób bezpośrednio zaangażowanych. Duchowni kobieciarze zazwyczaj nie rekrutują kolejnych kobieciarzy ani nie działają na rzecz ich awansowania, ani nie tuszują ich złych uczynków – podczas gdy dowody na zmowę homoseksualną, której głębokie korzenie są trudne do zniszczenia, są przytłaczające.

Jest powszechnie potwierdzone, że homoseksualni drapieżcy wykorzystują przywileje duchowne na swoją korzyść. Jednak twierdzenie, że samym kryzysem jest klerykalizm to czysta sofistyka. To udawanie, że środek, że narzędzie jest w rzeczywistości główną pobudką.

Potępienie zepsucia homoseksualnego i moralnego tchórzostwa, które pozwala mu rozkwitać, nie spotyka się w naszych czasach z gratulacjami, nawet w najwyższych sferach Kościoła. Nie jestem zaskoczony tym, że zwracając uwagę na te plagi jestem oskarżany o nielojalność wobec Ojca Świętego i o wzniecanie otwartego i skandalicznego buntu. Jednak bunt wiązałby się z zachęcaniem innych do obalenia papiestwa. Nie zachęcam do niczego takiego. Każdego dnia modlę się za papieża Franciszka – bardziej niż robiłem to za innych papieży. Proszę, w istocie żarliwe błagam, by Ojciec Święty sprostał zobowiązaniom, jakich się sam podjął przyjmując swój urząd jako następca św. Piotra. Wziął na siebie misję utwierdzania swoich braci i prowadzenia wszystkich dusz w naśladowaniu Chrystusa, w walce duchowej na drodze krzyża. Niech przyzna się do swoich błędów, okaże skruchę, pokaże swoją gotowość trzymania się pełnomocnictwa udzielonego Piotrowi i – gdy już tylko się nawróci – niech utwierdza swoich braci (Łk 22,32).

Kończąc, pragnę powtórzyć swój apel do moich braci biskupów i księży, którzy wiedzą, że moje oświadczenia są prawdziwe i którzy mogą temu zaświadczyć albo mają dostęp do dokumentów, które mogą rozwiać wszelkie wątpliwości w tej sprawie. Wy także stoicie wobec wyboru. Możecie wybrać wycofanie się z bitwy, wspierać spisek milczenia i odwrócić oczy od szerzenia się zepsucia. Możecie robić wymówki, iść na kompromisy i usprawiedliwienia, które oddalą dzień Sądu Ostatecznego. Możecie pocieszać się fałszem i iluzją, że będzie łatwiej powiedzieć prawdę jutro, a potem, że następnego dnia i tak dalej.

Z drugiej strony możecie wybrać mówienie. Możecie zaufać Temu, kto powiedział nam: „prawda was wyzwoli”. Nie mówię, że będzie łatwo wybrać pomiędzy milczeniem a mówieniem. Zachęcam Was, byście zastanowili się, którego wyboru – na łożu śmierci, a potem przed sprawiedliwym Sędzią – nie będziecie żałować.

+ Carlo Maria Viganò

Tytularny arcybiskup Ulpiany
Nuncjusz apostolski

19 października 2018

Święto Męczenników Ameryki Północnej

Tłum. Jan J. Franczak



Źródło: Bibula – pismo niezalezne


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)



Ostatnio zmieniany Sobota, 20 październik 2018 00:33
alexjones.pl Informacje ze świata To już czwarty list abp. Vigano. Pełny tekst w języku polskim na PCh24.pl