Wydrukuj tę stronę
Kategoria: Informacje ze świata   Poniedziałek, 24 grudzień 2018 08:02 Autor: Andreas

W co gra Trump?

W co gra Trump? DonkeyHotey/Flickr/CC BY 2.0

Prezydent USA Donald Trump postawił wszystkich w stan osłupienia, oświadczając, że Stany Zjednoczone wycofują swoje wojska z Syrii w trybie natychmiastowym, a niebawem także z Afganistanu.

Smaczku tajemnicy całej sytuacji dodaje oświadczenie prezydenta USA podczas jego rozmowy z panem Erdoganem, że w zasadzie to "może on sobie wziąć Syrię". Trumpowe decyzje nie spodobały się James'owi Mattisowi, szefowi Pentagonu, który na znak protestu przeciw decyzjom Trumpa, postanowił zrzec się zajmowanej funkcji i przypomnę tu, że generał Mattis jest sceptykiem w kwestii powstania w Polsce Fortu Trumpa, co w mojej opinii może mieć dość duże znaczenie w całej tej układance.

W historii Afganistanu nikomu nie udało się podbić tego kraju, a próbowało wielu ze Związkiem Radzieckim włącznie. Na ile zasadnym jest stacjonowanie tam wojsk amerykańskich dzisiaj, to trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć, ale zmniejszenie amerykańskiego kontyngentu wojskowego chociażby o połowę, co deklaruje Trump, pozwala mniemać, że Talib chyba już nie taki straszny, a heroina to i tak temat tabu. Zatem może Donald Trump dostrzegł większe zagrożenia niż ISIS czy Talibowie i pozostaje tylko zapytać gdzie?

Nieco dziwną pozostaje unijna, a uściślając niemiecko — francuska koncepcja utworzenia sił zbrojnych Europy, których zadaniem wg pana Macrona byłaby obrona tejże Europy także przed USA i zapewne taką samą opinią wyraża się pani Merkel, która jednak jest politykiem w odróżnieniu od swojego francuskiego kolegi, który w swojej głupocie wypowiedział wojnę Trumpowi, czy też samym USA i kto wie, czy Donald Trump nie odpowiedział prezydentowi Francji posyłając na ulice francuskich miast emisariuszy w żółtych kamizelkach, dzięki którym dni prezydentury pana Macrona są policzone, bo przecież amerykańskie służby do najgorszych chyba nie należą.

Jeżeli do tego uznamy, że unijna armia może być próbą ostatecznego uwolnienia się Bundeswehry spod amerykańskiej dominacji, to można podejrzewać, że Amerykanie przypomnieli sobie o tym, czym kończy się dla świata i Europy militaryzacja Niemiec, a już z pewnością pamiętają o tym Polacy i Żydzi, gdzie ci drudzy pozostają z USA w ścisłym sojuszu.

Oprócz tego, że władzę w Europie sprawują dzisiaj Niemcy, to właśnie ci Niemcy mają w rękach niezwykle niebezpieczny instrument w postaci Ukrainy, która mocno naraziła się ostatnio rządowi Izraela i wszelkim światowym organizacjom żydowskim z racji tego, że władze Ukrainy ustanowiły nadchodzący, 2019 rok, rokiem Bandery i aż dziw bierze, dlaczego to nie Polska jest autorem tak zdecydowanego protestu przeciwko poczynaniom Ukraińców.

Przecież takie posunięcia ze strony ukraińskiej nie mogą się odbyć bez konsultacji z Niemcami, choć osobiście jestem skłonny podejrzewać, że to Niemcy są odpowiedzialne za tego typu prowokacje i są ich autorami. Niedawno na Sputniku przytoczono opinię, że: "Ukraina ma wyjątkowe możliwości intelektualne, organizacyjne i finansowe do tworzenia własnej broni jądrowej". Zatem, czy Niemcy nie zechcą po wyrwaniu się spod amerykańskiej kurateli wzbogacić potencjał unijnej, czyli niemieckiej armii o broń jądrową? 

Prawdopodobnie Niemcy posiadają i technologię i środki na to, aby wyprodukować broń jądrową, ale opcja produkcji jej wraz Ukrainą, musiała włączyć gdzieś czerwone lampki nawet wówczas, gdyby taka opcja była mało prawdopodobną. Takie czerwone lampki zapewne są i na Kremlu, którego lokatorzy także pomni są niemieckich możliwości pod szyldami kolejnych rzesz. Ja wiem, że tego typu rozważania wielu uzna za niedorzeczne, ale przypomnę, że Niemcy już nie raz pokazały, że potrzebny im jest kaganiec, a w najlepszym przypadku mocna smycz.

Elity zarządzające dzisiaj Polską i mowa tu oczywiście o dwóch pozornie zwalczających się opcjach politycznych w naszym kraju, za fundament swojej polityki uważa przynależność Polski do Unii Europejskiej. Żadna z opcji nie straszy swoich wyborców wizją wyjścia Polski z europejskiego sojuszu, aż tu nagle… 

Nagle pan Andrzej Duda oświadcza, że Unia Europejska jest "wyimaginowaną wspólnotą" i dodaje, że "w UE podejmowane są decyzje, które z niej nas wypychają". Czy takie wypowiedzi pozostają dysonansem pomiędzy gabinetem pana prezydenta, a panem prezesem Kaczyńskim i jego ugrupowaniem, którego hasłem konwencji zorganizowanej 15 grudnia w Szeligach pod Warszawą, było "Polska sercem Europy", co miało być ukłonem w stronę wielkomiejskich wyborców murem stojących za uczestnictwem Polski w UE?

Na pierwszy rzut oka można to uznać za kolejny zgrzyt na linii prezydent — prezes, ale czy na pewno? W miniony czwartek premier Morawiecki odwiedził Londyn, gdzie spotkał się z panią Theresą May. Oprócz kwestii związanych z Brexitem i przyszłością Polaków mieszkających na Wyspach, omawiano także kwestie bezpieczeństwa, gdzie pani May zauważyła, iż "strony polska i brytyjska mają jeszcze wiele do zrobienia w zakresie bezpieczeństwa i obronności, polityki wspierania NATO oraz zwalczania rosyjskiej agresji i stabilności w regionie."

Uznając, że pani May jedną nogą jest już poza UE, nie dziwi, że nic nie mówiła o potrzebie stworzenia sił zbrojnych Europy, ale nieco dziwi to, że pan Morawiecki o tym nie wspomniał, a może nie dziwi? "Rosyjska agresja" natomiast jest już standardowym tematem wszelkich rozmów niezależnie od tego na jakim poziomie się one odbywają.

Niepodważalnym faktem jest to, że UK jest naturalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie i nic tego nie zmieni, a Brexit, który najprawdopodobniej nastąpi te relacje jedynie wzmocni niezależnie od lekkich zgrzytów na osi Waszyngton — Londyn, których ostatnimi czasy byliśmy świadkami.

W kontekście tych wszystkich rozważań należy zwrócić uwagę na projekt "Trójmorza", którego zamysł jest realizowany, gdyż we wrześniu w Bukareszcie powołano do życia Fundusz Trójmorza, ale należy pamiętać, iż ta koncepcja nie posiada najmniejszych szans powodzenia bez amerykańskiego protektoratu.

Projekt ten jest nie tylko ewentualną alternatywą dla UE, ale przede wszystkim jest realnym zagrożeniem dla niemieckiej hegemonii w Europie. Odnoszę wrażenie, że z powyżej przedstawionych faktów, można by poukładać puzzle w jakiś sensowny obrazek z zaskakującym pejzażem. 

Jan Twardowski

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.



Źródło: Sputnik Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(9 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 24 grudzień 2018 09:20