Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Wielomski: Wenezuela jako problem teoretyczny
Kategoria: Informacje ze świata   Wtorek, 26 luty 2019 09:04 Autor: Andreas

Wielomski: Wenezuela jako problem teoretyczny

Flaga Wenezueli Flaga Wenezueli Anyul Rivas/Flickr/CC BY 2.0

Wiele wskazuje na to, że Wenezuelę czeka jeśli nie wojna domowa, to pośrednia (za pomocą zbrojnej opozycji) lub bezpośrednia wojna ze Stanami Zjednoczonymi. Gdy będziecie Państwo czytać ten tekst, to być może wojna ta już nawet wybuchnie. Dla konserwatysty przypadek ten jest trudny, co powoduje wahania z którą ze stron powinniśmy sympatyzować.

Jakkolwiek media mogą wielce przesadzać i przekłamywać, to nie ma wątpliwości, że Wenezuela została doprowadzony przez ekipę Chavez-Maduro do krytycznej sytuacji ekonomicznej. Mimo że Wenezuela ma największe na świecie zasoby ropy naftowej, to ludzie prawie przymierają głodem. To skutki reform Hugo Chaveza i jego socjalnej demagogii. Czytałem, że Wenezuelczycy pracują 6 godzin dziennie, a na emerytury idą bodaj w wieku 50 czy 55 lat. Takiego stosunku pomiędzy godzinami i liczbą pracujących a wypłacanymi pensjami i emeryturami nie przetrzyma gospodarka żadnego kraju, mimo że Wenezuela posiadania największe zasoby naftowe na świecie. Demagogia socjalna doprowadziła ten potencjalnie przebogaty kraj na skraj upadku, co jest efektem mentalności zamieszkującego go ludu. Tamtejsi mieszkańcy, szczególnie ludność kolorowa, pozbawiona jest mentalności zysku, zadowalając się egzystencją na niskim poziomie. Oczekują, że rząd będzie eksportował ropę, a cała ludność będzie żyć na socjalu na niskim, ale stabilnym poziomie. Opozycja, na czele z „prezydentem” Juanem Guido, reprezentuje Kreolów, którzy chcą rozwijać gospodarkę na modłę zachodnią. Jednakże Kreole stanowią mniejszość ludności (43%). Ludność kolorowa (Metysi, Indianie, Murzyni) nie posiada nowoczesnej mentalności ekonomicznej, a Nicolas Maduro wyraża jej wizję świata. Wynika z tego, że w warunkach demokratycznych nowoczesnej gospodarki w tym kraju nie ma i nie będzie. Modernizacja wymaga formalnej kreolskiej dyktatury lub jakiejś formy rządów nieformalnych, w postaci oligarchii kryjącej się za pozorami demokracji.

Przeciwko rządom Maduro przemawia katastrofa gospodarcza i brak perspektyw. Byłbym jednak ostrożny z określaniem tej ekipy mianem socjalistów. Istotą chavizmu-maduryzmu jest pewna forma latynoamerykańskiego nacjonalizmu, wyrażająca się w antyamerykanizmie i w antyliberalnej wspólnotowości, a także w wyraźnych inspiracjach chrześcijańskich. Nie jest to ruch marksistowskiej lewicy, jak sobie to symplicystycznie w Polsce często wyobrażamy. Przejawem tego nacjonalistycznego kolektywizmu było upaństwowienie pól naftowych i pomysł stworzenia względnego dobrobytu narodu w oparciu o sprzedaż ropy.

Juan Guido słusznie opowiada się za, konieczną dla rozwoju gospodarczego, deetatyzacją gospodarki, zniesieniem sześciogodzinnego dnia pracy czy podwyższeniem wieku emerytalnego. Chce także, aby Wenezuela rozwijała się gospodarczo nie tylko w oparciu o eksport ropy. To słuszne postulaty. Opozycja nie posiada jednakże poparcia większości Wenezuelczyków, dlatego weszła w sojusz z Amerykanami. Ci chętnie pomogą w obaleniu „tyranii” Maduro, ale – co dla nikogo nie jest tajemnicą – nie uczynią tego za darmo. Rachunek jest łatwy do przewidzenia: prywatyzacja pól naftowych, co w praktyce oznacza ich wykupienie za bezcen, podobnie jak w to było z prywatyzacją w Polsce po 1989 roku. Guido posiada poparcie zagraniczne, jak i wsparcie wolnomularstwa, którego jest aktywnym członkiem. Jego program jest więc łatwy do odgadnięcia: rabunek gospodarki, szczególnie ropy naftowej („prywatyzacja”) i masoński antyklerykalizm.

Widać, że Wenezuela stoi obecnie przed wyborem dosłownie między dżumą a cholerą. Między zmarnotrawieniem dochodów z ropy naftowej, a rozkradzeniem tejże ropy przez amerykańskich „inwestorów” wespół z grupką miejscowych oligarchów. W gruncie rzeczy Wenezuela stoi przed podobną alternatywą, przed jaką stała Polska pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku: czy lepszy własny „narodowy” socjalizm i stagnacja ekonomiczna, czy reformy balcerowiczowskie i rozdrapanie całości gospodarki przez zagranicznych „inwestorów” i garść miejscowych elit, które doszły do władzy z zachodnim poparciem politycznym?

Z punktu widzenia konserwatysty dylemat kogo poprzeć jest bardzo trudny, tak w przypadku wenezuelskim, jak i w polskim. Dzieje się tak dlatego, że w obydwu przypadkach brak widoków na rozwiązanie najlepsze: połączenia zasady suwerennego państwa i jego rządów niezależnych od zagranicy z koniecznymi reformami ekonomicznymi. Słowem, ani w Polsce w 1989, ani w Wenezueli w 2019 roku legalne władze nie decydują się na „model chiński”. W Polsce winę za to ponosi niewątpliwie gen. Wojciech Jaruzelski, który posiadając pełnię władzy politycznej, sprawują dyktaturę, mógł taki model zaprowadzić, ale plan taki przerósł jego horyzonty polityczne i ekonomiczne. Nicolas Maduro nie ma takiej opcji, ponieważ nie posiada władzy dyktatorskiej. Opiera się na „kolorowej” większości społeczeństwa, która nigdy nie zaakceptuje pomysłu ciężkiej pracy, co spycha go na pozycje demagogii socjalnej czy tego chce, czy nie chce. Czy jednakże przejęcie przez Amerykanów, za bezcen, własności wszystkich pól naftowych Wenezueli stanowi jakąkolwiek alternatywę?

Uważam, że tragedią Wenezueli jest brak dobrej opcji. Są tylko dwie opcje złe i możemy się licytować, która z nich jest gorsza: socjalizm czy grabież? Tak jak w 1989 roku Polska też miała tylko dwie złe opcje: albo wyleniała komuna, albo solidarnościowa szarańcza. Lenin spytałby w tej sytuacji „co robić?”. Jako konserwatysta, jestem zarazem państwowcem. Gdzieś z tyłu głowy ciągle słyszę, niczym mantrę, słowa św. Pawła „non est potestas nisi a Deo”. Jeśli mamy dwie złe opcje, to konserwatysta winien wybrać wedle kryterium porządku. Nicolas Maduro reprezentuje dziś w Wenezueli zasadę porządku państwa, gdy Juan Guido zasadę anarchii i zagranicznej interwencji. Lepsze są głupie rządy własne, niż te, które sprawowane są w cudzym interesie. Sami możemy rządzić się lepiej lub gorzej, ale rządy cudze nigdy nie będą dobre. „Non est potestas nisi a Deo”.

Adam Wielomski


Źródło: KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(4 głosów)



Ostatnio zmieniany Wtorek, 26 luty 2019 11:08
alexjones.pl Informacje ze świata Wielomski: Wenezuela jako problem teoretyczny