Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Kolaboracja, alienacja, melioracja
Kategoria: Informacje ze świata   Środa, 27 luty 2019 07:01 Autor: Andreas

Kolaboracja, alienacja, melioracja

Kolaboracja, alienacja, melioracja Cyril Rana/Flickr/CC BY 2.0

Parę dni temu poproszono mnie o to, by kolejny artykuł dotyczył ,,bieżących wydarzeń”, bez precyzowania jakie wydarzenia są w ogóle bieżące i przy tym chociaż minimalnie interesujące. Przyznam, że potraktowałem to jako wyzwanie, gdyż choć nie jestem politykiem, ani analitykiem i nie muszę wiedzieć o czym akuratnie ćwierkają wróble, po latach pisaniny wymaga się już ode mnie choćby fundamentalnej orientacji w tym, czym czytelnicy w danym momencie żyją. Problem polega zapewne na tym, że mnie i ulicę nie zawsze interesuje to samo, a im dłużej piszę, tym częściej zwykłem traktować tematy medialne jako powierzchowne, nudne, powtarzalne i odwracające uwagę od problemów istotnych. Tym bardziej cieszę się, że czytelnicy mego bloga rzadko prezentują średni poziom tłumu. Miast tego dokopują się w wielu rzeczach drugiego dna, zadają pytania i konfrontują fakty. Niczego innego wszakoż od nich nie oczekuję i z żadnego innego powodu dla nich nie piszę. Wybrałem więc kilka takich tematów i wyłącznie komentarze dadzą mi do zrozumienia, czy wybrałem dobrze.

Nie mam większych wątpliwości, iż największą popularnością cieszy się obecnie temat relacji polsko-izraelskich. Nie sposób się temu dziwić! Wszakoż Polska, jak zwykle, musi w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zatrudniać polityków miast dyplomatów i nie potrafi reagować stosownie do sytuacji nawet wtedy, gdy ktoś wyrzuca parę ton polskich ziemniaków na granicy. Gdy ambasador obcego kraju decyduje o kolorze bielizny naszego ministra, jedyną reakcją polityków w szortach jest szeroki uśmiech, konferencja na temat tego jak kraj wstaje powoli z kolan i peany na cześć każdego (czyt. jedynego) sojusznika. Ewentualnie przerywa się ten cyrk, by wymierzyć cios Opozycji Koryta i powiedzieć, ku uciesze widzom telewizji publicznej, że co prawda obecny mąż czasem daje nam w twarz, ale poprzedni kazał jedynie odpowiadać krótkim ,,jawhol”, więc sytuacja jednoznacznie zmierza ku lepszemu.

O tym dlaczego Polska nie winna być stawiana w gronie państw współodpowiedzialnych za Holokaust, najlepiej z wszystkich biorących udział w tej szczekaninie wytłumaczył Sławomir Wieczorek w artykule ,,Różne oblicza kolaboracji” na Forum Żydów Polskich. Lekturę polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy robią to czego rząd izraelski po Polakach oczekuje i tym samym zgarnia głosy skrajnych nacjonalistów przed kolejnymi wyborami. Wszakoż o nic innego nie chodzi, jak o zdobycie przez nich najbardziej etnocentrycznego, ksenofobicznego, rasistowskiego i szowinistycznego elektoratu, jakim z reguły są niemal wszyscy nacjonaliści większości krajów. Tymczasem nienawiść syjonistów do Polaków można jedynie porównać nienawiścią polskich nacjonalistów do Żydów, więc dobrze by było, gdyby obie te grupy zajmowały się sobą wzajemnie (co czynią często a chętnie) i nie mieszały w to pozostałych. Tak się jednak z powodu wyborów nie da, ale rząd Kraju Nadwiślańskiego wie już jak sobie odrobić wizerunkowe straty. Wszakoż sam był przez lata oskarżany przez polskich nacjonalistów o zbytnią uległość wobec Izraela i teraz może stawać w rzędzie tych, których ,,oni” nie lubią. Czyżby jednak rząd bał się koalicji środowisk narodowo-liberalnych i zapragnął zdobyć tym uznanie części skrajnie prawicowego elektoratu? Czas pokaże, czy uwiarygodnił się w ich oczach.

W całym tym medialno-internetowym zgiełku nie sposób nie wyłapać paru kwiatków, a moim ulubionym stał się wpis na blogu prof. Jana Hartmana pdt. ,,Żyd. Instrukcja obsługi”. Zasłużył sobie tym za niżej cytowany fragment:

,,Między innymi dlatego właśnie Żydzi na świecie mają nas, Żydów z Polski, za Żydów gorszego sortu, i nie bardzo chcą się z nami zadawać. Wyjątkiem są ocaleni z Holokaustu, na czele ze skromnym emerytowanym dziennikarzem POLITYKI Marianem Turskim, który w odróżnieniu od polskiego prezydenta może w każdej chwili rozmawiać w prezydentem USA i zostać wysłuchanym z szacunkiem. A tak się składa, że Marian Turski był (z ramienia Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny) spiritus movens powstania Polin.

Chapeau bas profesorze! Jestem naprawdę pod wrażeniem, gdyż dobrze wiem, że nic naszej władzy nie boli tak bardzo, jak status wasala drugiej czy trzeciej kategorii, gdy tymczasem premier Izraela może niezapowiedziane wpaść do Waszyngtonu i być przy tym absolutnie pewnym, iż zostanie przyjętym. Nasi ministrowie z kolei mogą pielgrzymować do nielicznych senatorów i kongresmenów, którzy niekończącym się mamleniem o zniesieniu wiz pragną zdobyć głosy amerykańskiej Polonii.

Kończę jednak temat polskiej dyplomacji, gdyż jest mi on wyjątkowo niesmaczny. Nie mogę jednak nie wspomnieć o zwiastującym Armagedon czy inny Götterdämmerung odejściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, bo choć temat jest już dla niektórych nieco leciwy i widzę, że mało kogo zajmują szczegóły konfliktów, negocjacji, gróźb, oszczerstw, płaczu i marzeń o ponownym rozpisaniu referendum, to jednak lektura Stanisława Cat-Mackiewicza dostarcza nam ciekawych wniosków:

,,Naród angielski jest narodem o wspaniałym wyrobieniu politycznym, realnej myśli politycznej, wspaniałej dyscyplinie. Są to jego wielkie zalety, które widzimy i uznajemy. A jednak jest dziś niezdolny do przerzucenia się do jedynej polityki, która by mogła go zbawić, to jest do polityki tworzenia jedności w Europie… 

Anglicy nie są w stanie się wyzbyć swej tradycyjnej metody osłabiania państw europejskich. Zauważymy, że we wszystkich walkach wewnętrznych wśród narodów europejskich Anglicy zawsze są po stronie czynników, reprezentujących tendencje dezorganizacyjne i osłabiające dane państwo, wszędzie są przeciwni tym czynnikom, które mogą dać swoim narodom odrodzenie i powrót do sił.

Krótko mówiąc: polityka angielska była od wieków polityką morską i polityką antyeuropejską, a zwłaszcza polityką przeciwną solidarności państw europejskich między sobą, które zawsze rozbijali, nawet za czasów średniowiecza. Dziś morze utracili, do polityki europejskiej przerzucić się nie potrafią, do solidarności z Europą włączyć się nie zdołają.

Za: Chciałbym przekrzyczeć kurtynę żelazną. ”Lwów i Wilno” 1946-1950. Stanisław Cat-Mackiewicz

Tak jak chciałoby się przekrzyczeć kurtynę, tak też chciałoby się tupać i zaprzeczać powyższemu. Moja znajomość historii jednak, choć z pewnością nie idealna, każe mi raczej siedzieć cicho i potakiwać, albowiem Wyspy mają tę przyjemność bycia częścią Europy, gdy się to im akuratnie podoba. Tymczasem Polska w Europie była, jest i będzie zawsze oraz bezwzględnie, o czym zdajemy się obecnie zapominać. Nie mnie pisać przepowiednie, lecz sądzę, że odwracanie się plecami do Europy może skończyć się wyłącznie tym, że Berlinowi i Paryżowi tym łatwiej będzie w odpowiednim momencie podarować nam celnego kopa w tyłek.

Tematem nieco mniej medialnym, acz z pewnością istotnym, była powracająca ostatnio niczym uporczywy koszmar elektrownia atomowa. Nawiedza nas już ona od dziesięcioleci i jak do tej pory kosztowała jedynie pensje oraz premie dla koordynatorów nieistniejącego projektu, lecz znając skalę działania Władzy Absolutnej, jej iście międzywojenny rozmach i niemal powojenny program, nie zdziwiłbym się wcale, gdyby faktycznie miało do przetargu już wkrótce dojść.

Budowa elektrowni prosta rzecz. Zlecić wykonanie można tylko Francuzom, bo przecież nie Rosjanom albo Chińczykom; zresztą za choćby sugestię czegoś takiego centrala w Langley zabroni budowy w ogóle. Potem należy zrobić aferę ws. magazynowania odpadów radioaktywnych w jakimś parku narodowym, trzeba, pisząc dosadnie i na temat, na odpiernicz zaprojektować wszystko związane z bezpieczeństwem i warunkami pracy (ochroną zajmą się zapewne emeryci z latarkami zatrudniani przez zewnętrzne firmy ochroniarskie), ktoś musi w tle ukraść kolejny miliard na projekty, ktoś stworzy stronę internetową elektrowni za 300 milionów, o dostawach wody w kraju w którym jest jej mało nikt zawczasu nie pomyśli, gdyż zwyczajnie planowania kryzysowego nie ma, wszystko zostanie wykończone piętnaście lat i dodatkowe dziesięć miliardów później, a zarząd będzie się zmieniać co wybory i robić za przechowalnię kochanek, szwagrów i kuzynów ministrów. Zapewne też za dostawy uranu będzie odpowiadać jedyny sojusznik, bo o dywersyfikacji nie ma nigdy mowy. W związku z tym zapłacimy 150% ceny z braku innych realnych ofert i zaśpiewamy: tu gdzie to kretowisko…! 

Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że pewna pani kurator rozpętała aferę w związku z wychowaniem seksualnym, gdyż o to rozpętać aferę póki co najłatwiej. W związku z tym na temat standardów edukacji seksualnej zalecanych przez WHO wypowiedzieli się wszyscy, którzy nie mają na ten temat pojęcia i tym właśnie osobom służę uprzejmie źródłem w języku polskim: Standardy Edukacji Seksualnej w Europie.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że ich treść w paru punktach może się wydawać kontrowersyjna, ale mają się one nijak do tego o czym się obecnie mówi i pisze, a przede wszystkim są to tylko zalecenia, które na potrzeby polskich szkół można zmienić, dostosować, zreformować i przepisać. Na to jednak nikt nie wpadł, gdyż histeria jest ważniejsza od faktów i bezpieczeństwa dzieci. A te, niezależnie od tego czy chodzą do przedszkola czy do gimnazjum, powinny zdawać sobie przynajmniej sprawę z tego, że żaden obcy dorosły stojący pod szkołą nie powinien ich prosić o zdjęcie ubrań. Kogoś mogłoby to wszakże obchodzić gdyby nie fakt, że histerię rozpętano nie przez przepisy i nie przez ochronę dzieci przed pedofilami, ale w związku z tym, że ktoś miał czelność zasugerować, by dzieci na istniejących już lekcjach wychowania seksualnego uczyły się o oficjalnym stanowisku nauki ws. różnych orientacji seksualnych.

Robię ponownie za złego proroka, ale obawiam się, iż próby mieszania orientacji i dewiacji czy zboczeń w celach czysto ideologicznych przez naszą władzę, skończą się w najlepszym razie jak zawracanie kijem Wisły albo innymi monumentalnymi projektami Nadwiślańskiego Cmokiera. Ponieważ nauki do dogmatów ideologicznych nagiąć się tak łatwo nie da, podobnie jak nie da się zmusić samolotów do lądowania w Polsce, jak nie da się pogłębić za grosze każdej rzeki, ani zbudować trzech milionów mieszkań o których wszyscy chyba już zapomnieli. Ach ta ulotna ludzka pamięć!

 

Robert Grünholz

 


Źródło: Blog Roberta Grünholz


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(1 głos)



Ostatnio zmieniany Środa, 27 luty 2019 08:40
alexjones.pl Informacje ze świata Kolaboracja, alienacja, melioracja