Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Wiele twarzy Zielonego Nowego Ładu
Kategoria: Informacje ze świata   Poniedziałek, 30 wrzesień 2019 18:09 Autor: Andreas

Wiele twarzy Zielonego Nowego Ładu

Wiele twarzy Zielonego Nowego Ładu penjelly/Flickr/CC BY-ND 2.0

Alexandria Ocasio-Cortez przedstawiła w 2018 roku uchwałę w Kongresie Stanów Zjednoczonych, której cele to „osiągnąć zerową emisję gazów cieplarnianych” i „stworzyć miliony dobrze płatnych miejsc pracy”. Aby zmniejszyć emisje, musimy ograniczyć spalanie paliw kopalnych, ale to na nich opiera się nasz system energetyczny. Dlatego konieczna jest przebudowa tego systemu, przekonuje Ocasio-Cortez. Powinien on jej zdaniem oprzeć się na innych źródłach energii – odnawialnych. Miejsca pracy, konieczne do obsługi tych nowych źródeł energii, mają stanowić odpowiedź na pytanie: co w takiej sytuacji z pracownikami branży energetycznej w jej obecnym kształcie.

Ważnym elementem tego „Zielonego Nowego Ładu” (Green New Deal) ma być zapewnienie wszystkim mieszkańcom Stanów Zjednoczonych dostępu do usług publicznych, takich jak edukacja, opieka zdrowotna czy transport publiczny. Ocasio-Cortez określiła to jako warunki wstępne wszelkiej demokratycznej przemiany gospodarki. Fundamentem jej wizji było to, że wykształceni, zdrowi i wypoczęci ludzie będą mogli lepiej zadbać o środowisko naturalne i sprawniej zaangażować się w wydarzenia polityczne w kraju. Ponadto, racjonalizacja transportu czy mieszkalnictwa może mieć duży wpływ na ograniczenie emisji dwutlenku węgla.

Rok później, w czerwcu 2019, odbył się w Atlancie zjazd delegatów organizacji Democratic Socialists of America (DSA), z której wywodzi się Ocasio-Cortez. Jak donoszą osoby obecne na zjeździe, nic nie wzbudziło tak jednogłośnej aprobaty delegatów, jak uznanie Zielonego Nowego Ładu za podstawowy cel demokratycznych socjalistów. Na stronie internetowej DSA znajdziemy listę siedmiu zasad, którymi powinien charakteryzować się „radykalny Zielony Nowy Ład”. Kluczowym elementem tej wersji planu jest nacjonalizacja sektora paliw kopalnych. Demokratyczna kontrola nad tym sektorem ma być jedyną drogą do sprawiedliwej transformacji energetycznej. Jeśli sektor ten ma zostać wygaszony, to tylko rękami robotników, którzy w nim pracują. Działanie to ma umożliwić całkowitą dekarbonizację gospodarki Stanów Zjednoczonych do roku 2030.

Jak przekonują demokratyczni socjaliści z USA, nie może być jednak mowy o dekarbonizacji bez zaprzestania karmienia amerykańskiej machiny wojennej, służącej dotychczas głównie do kontroli światowych zasobów ropy; machiny wojennej produkującej 25 milionów ton dwutlenku węgla dziennie, a więc mniej więcej tyle, co Peru czy Portugalia.

Polityka DSA jest zbieżna z dążeniami Berniego Sandersa który w sierpniu tego roku wsiadł do tramwaju zwanego Zielonym Nowym Ładem. Określił on nawet koszty takiego programu (16,3 bilionów dolarów), który jest rozpisany niemalże krok po kroku. Nie ma tam co prawda mowy o nacjonalizacji przemysłu naftowego, ale nie oznacza to, że jest on gołosłowny w swojej retoryce walki z układem, który narósł wokół paliw kopalnych. Jest to, jak pisze Agata Popęda, „agresywny plan”, którego realizacja oznaczałaby koniec naftowych gigantów. Korporacje naftowe miałyby nie tylko podzielić się swoim majątkiem, do czego zostałyby przymuszone przez podatki. Sanders chce bowiem pociągnąć ich właścicieli do odpowiedzialności karnej za dokonane już zniszczenia. Prezydentura Sandersa oznaczałaby ponadto koniec subsydiów dla tego sektor oraz – co najważniejsze – zakaz wydobycia paliw kopalnych na terenie Stanów Zjednoczonych, zakaz ich importu i zakaz eksportu.

Jeśli chodzi o pracowników energetyki, Sanders mówi o stworzeniu dla nich milionów dobrze płatnych miejsc pracy oraz o szeregu świadczeń na ich rzecz. Chodzi o bezpośrednie wsparcie finansowe, szkolenia, programy mieszkaniowe, zagwarantowanie dostępu do edukacji wyższej czy uruchomienie Funduszu Pylicy Płuc, który miałby pomóc w zapewnieniu opieki zdrowotnej górnikom.

Ten rok dyskusji o Zielonym Nowym Ładzie wśród amerykańskiej lewicy spotkał się z szerokim odzewem aktywistów i akademików na świecie.

Brett Story i Seth J. Prins zauważyli, że sprzeciw wobec ekspansji amerykańskiego systemu więziennictwa umożliwia zawarcie sojuszu między abolicjonistami i działaczami środowiskowymi. Możliwość przetestowania tej tezy pojawiła się w czerwcu 2019, gdy władze federalne postanowiły wybudować więzienie w stanie Kentucky. Miało ono stanąć na wzgórzu, pod którym dopiero co zamknięto kopalnię węgla. Aktywiści z Projektu Ekologii Więziennej (Prison Ecology Project) ostrzegli, że „budowa ta zanieczyściłaby wodę i powietrze oraz stanowiłaby zagrożenie dla dzikiej przyrody, w tym okolicznego lasu pierwotnego”. Dzięki wielotorowej interwencji projekt jest już wygaszony, a Donald Trump odwołał przeznaczone na niego 510 milionów dolarów. Akcja ta „pokazała dobitnie, że wyzysk i rasizm, które stoją za zmianą klimatu, są tym, co pobudza dzisiaj masową kryminalizację i uwięzienia”. Autorzy wzywają wobec tego do „Abolicjonistycznego Zielonego Nowego Ładu”.

Walkę z rasizmem jako paliwem katastrofy klimatycznej podjęły także Natasha Heenan i Anna Sturman, które są członkiniami Kolektywu Sprawiedliwości Klimatycznej (Climate Justice Collective), oddolnej organizacji zajmującej się propagowaniem Zielonego Nowego Ładu dla Australii. Mówią one, że „współczesny rasizm środowiskowy ucieleśniony jest w hydroszczelinowaniu czy rozwijaniu górnictwa na ziemiach Aborygenów bez ich zgody, jak i w zaniechaniach rządu w kwestii dostarczania czystej wody do miast dotkniętych suszą, jak Walgett czy Collarenebri”. Historyczny splot rasizmu, degradacji środowiska i kapitalizmu miałby w tej sytuacji rozwiązać właśnie Zielony Nowy Ład, który dla działaczek równoznaczny jest z „wysunięciem dekolonizacji i suwerenności Aborygenów na pierwszy plan”.

Kiedy idea ta dotarła do Europy, zainteresowali się nią jednak głównie konserwatyści. Kompleksowy charakter tego planu wyczuli twórcy programu PSL-u, którzy całości postulatów swojej partii nadali miano „Nowego Zielonego Ładu”. Nie oznacza to jednak, że PSL zmienił w ostatnim czasie swój kurs. We wszystkich jedenastu punktach programowych nie znajdziemy ani słowa o pracownikach. Ludowcy chcą „obniżyć VAT do 8% na rozwiązania oparte na odnawialnych źródłach energii”, zwiększyć fundusze samorządów na transport elektryczny czy rozbudować sieć zbiorników małej retencji. Nie jest to więc wiele więcej, niż zbieżność nazw z planem Ocasio-Cortez.

Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej i niemiecka chadeczka, przedstawiła plan, który nazwała „Zielonym Ładem”. Nakierowany jest on na stworzenie pola do potencjalnych sojuszy z Zielonymi w Parlamencie Europejskim. Jest w nim mowa o przeznaczeniu około biliona euro z funduszy europejskich na inwestycje w OZE oraz uzupełnienie systemu handlu emisjami dwutlenku węgla o podatek węglowy, który zostałby nałożony na towary importowane do Europy.

Zieloni nie bez dumy muszą patrzeć na główny nurt polityki europejskiej, który otwiera się na nich przez „Zielony Ład”, gdyż to z Zielonymi właśnie związana była ta idea w punkcie wyjścia. Już w 2009 roku niemieccy Zieloni przyjęli manifest o tytule „Zielony Nowy Ład dla Europy”. Dzięki popularności, jaką temu pomysłowi nadała najmłodsza kongresmenka USA, zatoczył on więc pełne koło i wrócił na Stary Kontynent.

Do Zielonych pomysł ten dotarł zaś przez Fundację Nowej Ekonomii (New Economics Foundation). Został on opracowany w burzliwym roku 2008, kiedy to – jak piszą jego autorzy – nałożyły się na siebie trzy kryzysy.

Pęknięcie bańki spekulacyjnej spowodowało ostatecznie wzrost bezrobocia. Do spadku płacy realnej przyczynił się z kolei nagły wzrost cen ropy. W związku z tym, jak duży i nagły był to wzrost, przewidywano, że wiąże się on z tzw. szczytem wydobycia, co traktowano jako ponaglenie do zmiany systemu energetycznego. Trzecim czynnikiem, który w tej sytuacji zaburzał rynki, były zmiany klimatu. Jak piszą autorzy planu, morskie platformy wiertnicze wydobywające ropę były coraz bardziej zagrożone przez huragany, a susze w Australii i powodzie w Meksyku windowały ceny żywności na świecie.

Plan wydawał się prosty. Chodziło w nim o to, by uniezależnić się od ropy naftowej. Sposobem na to miało być stworzenie miejsc pracy dla „zielonych kołnierzyków” (dawnej „armii węglowej”, jak piszą autorzy), którzy zajęliby się obsługą nowych źródeł energii. Te z kolei powstałyby w inwestycjach finansowanych między innymi przez opodatkowanie spalania ropy naftowej.

Zauważmy, że wszystko to było dla autorów oryginalnego Zielonego Nowego Ładu sposobem na przejście przez kryzys światowego kapitalizmu, wywołany przez instytucje finansowe. Dlatego też ponad połowa ich planu poświęcona jest temu, jak ograniczyć ich wpływ na gospodarkę. W dzisiejszych dyskusjach o Zielonym Nowym Ładzie wątek ten jest jednak nieobecny.

Kapitał finansowy funkcjonuje w tym splocie problemowym jako mnożnik zysków dla korporacji naftowych i mnożnik strat społecznych w sytuacji załamania się gospodarki. Banki zakładają się z całym światem, że popyt na ropę będzie rósł i przyczyniają się do wzrostu tego popytu, ponieważ nieprzerwanie finansują budowę instalacji wydobywczych i przesyłowych. Obecnie budowane platformy wiertnicze i rurociągi można wykorzystywać nawet przez 50 lat, a więc długo po roku 2050, do którego, zgodnie z raportem IPCC, dawno już powinniśmy drastycznie ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Możemy być więc pewni, że dyskusje o Zielonym Nowym Ładzie wzbogacą się o aspekt krytyki finansjery w trakcie zbliżającej się recesji.

Każdemu Polakowi czytającemu o „transformacji” powinna zapalić się czerwona lampka. „Zmiana paradygmatu energetycznego” to świetna okazja, by pozbawić ludzi pracy. Dlaczego ktoś miałby chcieć to zrobić? Górnicy to niewygodna dla kapitalistów grupa, ponieważ jest ona dobrze zorganizowana. Masowe zwolnienia sprawiłyby zaś, że gospodarka stałaby się „zdrowsza”, co w ekonomicznej nowomowie oznacza, że łatwiej będzie obniżać pensje. Najgorsze, co może przytrafić się rachubom kapitalistów, to zwrot samych górników w stronę zielonej transformacji, w której zagwarantują oni sobie korzystny udział.

„Balcerowicz nie może się powtórzyć w energetyce”, pisze w tym właśnie duchu Jarosław Niemiec, pracownik branży energetycznej i związkowiec. Wnioski Niemca są właściwie zbieżnie z postulatami Ocasio-Cortez. „Dopóki nie powstanie wielki i kompleksowy plan transformacji energetyki na miarę słynnego New Deal, nie mamy o czym rozmawiać”, mówi on. „Pierwszy i podstawowy postulat jest taki, że należy żądać gwarancji pracy i dochodu, który nie spowoduje ekonomicznej degradacji osób przekwalifikowanych lub odchodzących z górnictwa” – dodaje Niemiec. Drugi to „zagwarantowanie pełnego udziału w decyzjach i procesach transformacji energetycznej pracownikom branży”. Dodaje on dalej, że „rynek nie może decydować o zmianach w energetyce, a przynajmniej nie wyłącznie rynek. Decydujące, równorzędne głosy muszą mieć tutaj państwo i pracownicy, rynek może być jedynie czynnikiem korygującym”.

Niemiec nie jest osamotniony w swoim podejściu do tego problemu. Związkowcy z Niemiec i ze Stanów Zjednoczonych coraz szerzej wyrażają swoje poparcie dla Zielonego Nowego Ładu. W ich wypowiedziach i w wypowiedzi Niemca przewija się jeden kluczowy wątek: udziału w przemianie, która ma ich dotyczyć. Niemiec pisze o tym tak: „chcemy tylko i aż być ich aktywnymi i pełnoprawnymi podmiotami i uczestnikami, chcemy w tych zmianach uczestniczyć mając coś do powiedzenia i korzystając na nich, a nie tracąc”.

Nie miejmy jednak złudzeń. Organizacje, które są najbardziej zaangażowane w promowanie Zielonego Nowego Ładu, jedynie sporadycznie utrzymują kontakt ze związkami zawodowymi.

Najbardziej spektakularnym przykładem oderwania od świata pracy jest partia, która odegrała najważniejszą rolę w tej historii, czyli właśnie Zieloni. W ramach akademii, fundacji, think tanków i NGO-sów detale planu, który i tak przybiera już postać leku na wszystkie bolączki społeczeństwa przemysłowego, zdają się być uzupełniane w nieskończoność. Sprawia to, że idea, która powinna być skierowana przede wszystkim do pracowników, przybiera niemalże postać specjalistycznej dziedziny naukowej. Jest to odprysk historii europejskich ruchów ekologicznych, który rekrutował swoich działaczy głównie z klasy średniej i spośród warstwy „profesjonalistów”. Ci, przenosząc swoją pracę do polityki, zamykali konsekwentnie dostęp do ekologii wszystkim tym, którzy byli od nich mniej uprzywilejowani. Jest to działanie na rzecz odsunięcia pracowników od możliwości uczestnictwa w przemianach gospodarki na demokratycznych zasadach.

Plan przebudowy naszego społeczeństwa nie będzie kształtowany jedynie w niekończących się dyskusjach. Kształt nada mu walka klasowa, która określi to, kto wprowadzi zmianę. Na ten trop naprowadzają wypowiedzi związkowców o Zielonym Nowym Ładzie. To podmiot zmian odgrywa dla nich najważniejszą rolę, nie zaś szczegółowe określenie przedmiotu, jak chcieliby tego akademicko nastawieni działacze. Związkowcy wiedzą, że najważniejszą stawką w tym sporze jest tak naprawdę to, czy wezmą oni udział w tych przemianach, czy nie, a nie to, ile autobusów elektrycznych będzie jeździć w Warszawie, a ile w Krakowie.

Związkowcy kierują się ku temu planowi nie ze względu na ich miłość do Zielonych, lecz ze względu na groźbę transformacji, w ramach której mieliby zostać pominięci. Praktycznym wyrazem tej walki związkowców o podmiotowość – wyrazem, który mógłby przybliżyć nas do Zielonego Nowego Ładu – byłby strajk w sektorze energetycznym.

Większość tych uwag zawiera się w pewnej wizji historii, która przemycana jest nam wraz z ideą Zielonego Nowego Ładu. Musimy mieć bowiem świadomość, że gdy mówimy o Zielonym Nowym Ładzie jako o planie, który można po prostu „wprowadzić”, tworzymy bardzo sugestywny obraz samego Nowego Ładu. Mamy lata 30., wielki kryzys kapitalizmu i prezydenta Roosevelta, który podejmuje bohaterską decyzję, by uratować amerykańską gospodarkę i wyciągnąć ludzi z biedy – przekonują nas eksperci.

Jest to wizja daleka od prawdy. Roosevelt interesował się przede wszystkim dobrostanem rynku. Spotkał się jednak ze zdecydowaną ofensywą robotników, organizowaną jeszcze lata przed jego zaprzysiężeniem. Bezrobocie sięgało 25%, więc Partia Komunistyczna stworzyła Rady Bezrobotnych i organizowała manifestacje liczące pół miliona ludzi. Została stworzona koalicja partii socjalistycznych i związków zawodowych, która wymusiła na liberalnym prezydencie wzięcie strony ludu. Dlatego Nowy Ład był ustępstwem ze strony władzy, nie jej celem, a na pewno nie planem, który konsekwentnie wprowadzała.

Gdy polityczna perspektywa eksperckiego think tanku zaczyna i kończy się na władzy wykonawczej, nasza musi poza nią wykroczyć.

Tomasz Figura



Źródło: „Nowy Obywatel” 


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 30 wrzesień 2019 10:29
alexjones.pl Informacje ze świata Wiele twarzy Zielonego Nowego Ładu