Font Size

Czcionka
alexjones.pl Technologia i nauka Energia Atomowy piec wodorowy Layne'a
Kategoria: Energia   Środa, 12 kwiecień 2017 02:03 Napisał

Atomowy piec wodorowy Layne'a

POCZĄTKI

W 1997, roku, a więc prawie dwadzieścia lat temu ukazała się nakładem Creatopia Productions książka Williama Lyne’a nosząca tytuł OCCULT ETHER PHYSICS. Książka, której zawartość i oddźwięk wpisuje się znakomicie w jakże trudną do zrozumienia historię zaślepienia sfer zajmujących się nauką i poznawaniem świata.

Było tam przedstawione rozwiązanie, które nota bene autor przekazał za darmo domenie publicznej, mogące rozwiązać problem energii naszego świata. Dodajmy energii czystej i łatwo dostępnej.

Oddajmy głos autorowi:

Po raz pierwszy usłyszałem o spawaniu wodorem atomowym na wykładach o metodach produkcji w przemyśle. Było to w roku 1963 na Uniwersytecie Stanowym im. Sama Houstona w Huntsville, w Teksasie. Proces spawania o którym mowa oparty był na odkryciach dokonanych przez Irvinga Langmuira z 19121 roku na temat dysocjacji i rekombinacji cząsteczek wodoru, w ślad za którymi nastąpił wynalazek palnika wodorowego. Metoda ta w latach sześćdziesiątych była już uznana za przestarzałą. Uderzyło mnie wtedy, że ten wartościowy proces został zarzucony właściwie z nieznanych powodów i prawie natychmiast zacząłem rozmyślać nad możliwością zastosowania go do zbudowania pieca.

Około 1976 dowiedziałem się, że tego typu palnik wykorzystywano w Niemczech do rafinacji cennych metal, a konkretnie do redukcji zanieczyszczeń metali z platyny przy użyciu miedzianego tygla chłodzonego wodą od spodu. Zapobiegało to stopieniu tygla ( temp. ok. 3500 °C ) i jednocześnie uświadomiło mi, że przy okazji zostawała podgrzewana spora objętość wody, co utwierdziło mnie w pracy nad projektem pieca. Jednocześnie rozważałem użycie określonej objętości wodoru w cyklu ciągłym, ponieważ w celu uzyskiwania ciepła nie istniała potrzeba spalania go – czyli łączenia z tlenem. W rzeczywistości wykluczenie tlenu jest dobre dla procesu dysocjacji. Woda lub inny płyn chłodzący zapobiega stopieniu komory w której przebiega rekombinacja i pomaga w przeniesieniu ciepła, które z kolei może być spożytkowane na różne sposoby np. do ogrzewania.

W przeciwieństwie do twierdzeń Langmuira i innych relatywistów czułem instynktownie, że w procesie uzyskiwało się więcej energii niż było jej potrzebne do dysocjacji wodoru. Langmuir uważał, że całe wytworzone ciepło było wykorzystywane przez wodór w trakcie dysocjacji, podczas gdy ja uważam, że większość ciepła jest uzyskiwana z promieniowania przestrzeni.

Moja koncepcja była oparta na fakcie, że całkowita energia potrzebna do działania aparatu do spawania wodorem atomowym wydawała się znacznie mniejsza w porównaniu do potrzebnej do działania spawarek łukowych o podobnych parametrach i wydajności. Co prawda to mniejsze zapotrzebowanie, można by tłumaczyć większą koncentracją ciepła na wyjściu, uważam jednak że w rachunku całościowym nie tłumaczy to tak znacznie mniejszego zapotrzebowania na energię elektryczną na wejściu. Zwłaszcza, że typowy łuk elektryczny zwykle nie ulega jakiemuś specjalnemu rozproszeniu. To samo można powiedzieć o spawarkach gazowych.

Zgodnie z moim rozumowaniem jeśli prawdą jest to, co utrzymuje Langmuir wraz z relatywistami, że energia ze spalania wodoru jest równa energii, która jest użyta do uzyskania go z elektrolizy, to ciepło z rekombinacji wodoru (uzyskiwanego bezpośrednio z elektrolizy) jest w 100% „energią darmową” – tym bardziej, że taki wodór mógł być później spalony w powietrzu po to, by odzyskać energię wydatkowaną na hydrolizę.

Dane uzyskane przeze mnie w trakcie badań wyraźnie wykazały, że uzyskane ciepło (109 kcal / gram mol) było 1058 razy większe od ciepła potrzebnego na dysocjację (rozbicie cząsteczki H2) (103 cal / gram mole) jak podano w Norton Encyclopedia of Science, 1976, 5th Edition.

W 1981 r. zbudowałem i badałem palnik wodorowy. Początkowo wytwarzałem wodór przy pomocy elektrolizy, ale później w testach i badaniach posługiwałem się butlą ze sprężonym gazem.

W 1996 skończyłem projektowanie LAHF (Lyne Atomic Hydrogen Furnace – Atomowego Pieca Wodorowego Lyne’a). W 1997 ukazało się pierwsze wydanie mojej książki „OCCULT ETHER PHYSICS”. Do wydania była dołączona errata korygująca błędy, które pojawiły się w obliczeniach. Owe błędy zostały poprawione w następnym wydaniu.

Za zgodą autora pozwalam sobie teraz na przedstawienie urywków rozdziału VI jego książki. [„Occult Ether Physics”; Rozdział VI: FREE ENERGY MASSACRE; The Atomic Hydrogen Process; 1996; William Lyne , Creatopia Productions], które z pewnością wytłumaczą czytelnikowi o co w tym wszystkim chodzi

Tak naprawdę to reakcja atomowa wodoru może być satysfakcjonująco wytłumaczona, zarówno rozbicie jak i ponowne połączenie cząsteczki, za pomocą teorii eteru. Jakkolwiek dyskusyjnym może być że energia wiązania pomiędzy dwoma atomami molekuły wodoru zawiera tę energię w jakiś tajemniczy i nieokreślony sposób, to właśnie to jest argumentem na rzecz teorii eteru, ponieważ energia wiązania musi jakoś być wymieniana z energią, która jest uwalniana w czasie tworzenia cząsteczki zgodną z taką samą reakcją odwrotną.

Wodorowa reakcja atomowa po raz pierwszy zwróciła moją uwagę w roku 1964, kiedy studiowałem technologię procesów przemysłowych na Stanowym Uniwersytecie im. Sama Houstona w Huntsville [Teksas]. Było to jakiś rok po zaliczeniu przeze mnie wykładów wstępnych z fizyki w szkole średniej. Przeglądając skrypt o różnych metodach spawania zafascynowała mnie stara metoda zwana „spawaniem wodorem atomowym”. Proces ten był uznany za „przestarzały”. Dla mnie z kolei wydawał się wartościowy nie tylko z powodu wysokiej temperatury – ok. 3400 °C – wystarczającej do stopienia tungstenu. ale także z powodu, iż sam sobie tworzył osłonę w trakcie spawania, mógł być przez to wykorzystany do spawania różnych metali, często bez topika i miał skoncentrowany stożek płomienia nie powodujący rozpraszania ciepła przy spawaniu cienkich elementów. W tej metodzie „normalny” dwuatomowy wodór H2 przechodził przez łuk elektryczny, który rozbijał cząsteczki H2 na wodór „atomowy” – H1. Na powierzchni spawanego metalu wodór atomowy ulegał rekombinacji, czyli połączeniu, wytwarzając przy tym dużo ciepła. Metoda ta zainteresowała mnie wtedy ( i nadal interesuje) bardzo, a jednak nigdy nie udało mi się napotkać w ciągu ostatnich 31 lat urządzenia do spawania tą metodą w sprzedaży. Dla przemysłu oczywistym uzasadnieniem zarzucenia tego sposobu spawania był fakt, iż została ona „zastąpiona” przez inne, „lepsze” sposoby jak na przykład MIG. Zastanawiający również jest fakt, że coraz rzadziej można spotkać urządzenia do spawania „łukiem plazmowym”. Ponieważ spawanie plazmą jest swego rodzaju rozwinięciem spawania wodorem atomowym, które polegało przede wszystkim na przeprojektowaniu palnika, „tajemnicze” powody ograniczania tej metody zapewne są takie same.

Metoda dojrzewała gdzieś w zakamarkach mego umysłu przez kilka następnych lat – aż do 1976 roku, kiedy to postanowiłem wykorzystać ją do spawania stali nierdzewnej, redukując i wytapiając platynowe zanieczyszczenia – ponieważ wodór redukuje takowe komponenty z metalu (muszą one przy tym być ekranowane od tlenu). Proces zachodzący w tej metodzie spawania nie ma nic wspólnego ze spalaniem wodoru w tlenie, bowiem energia w niej uzyskiwana jest uwalniana w momencie, kiedy pojedyncze atomy wodoru łączą się w pary tworząc „normalne” cząsteczki – następuje tzw. proces rekombinacji. Brakowało mi wtedy jeszcze odpowiedzi na kilka pytań, ponieważ w posiadanych przeze mnie danych na temat metody brakowało pewnych, istotnych informacji. Sądziłem jednak, że jeśli Nikola Tesla miał rację, to ja miałem ją również – źródłem tej energii był eter.

W metodzie spawanie wodorem atomowym, wodór w rzeczywistości nie jest „paliwem” lecz raczej „medium” dzięki któremu następuje „ekstrakcja” i przetworzenie energii eteru – niewidzialnego promieniowania i energii elektrycznej na promieniowanie podczerwone (ciepło). Energia wymagana do przepompowania rekombinowanego wodoru do zbiornika [patrz rysunek], przed jego ponownym przepuszczeniem przez łuk elektryczny w celu rozłożenia cząsteczki wodoru H2 na wodór atomowy H1 nie była uwzględniona w obliczeniach. Energia ta może być zaniedbana z uwagi na fakt, że energia dysocjacji jest niewiele większa niż tysięczna energii uzyskanej na wyjściu i jest to prawdopodobnie kierunek w stronę rozwiązania by proces przebiegał w ogóle bez udziału pompy.

Jeśli atomy wodoru egzotermicznie uwalniają energię w czasie tworzenia cząsteczki, energia potencjalna tychże jest tracona, a mimo to uzyskują one swoistą „energię potencjalną” i na pozór jest to sprzeczne z logiką.

Skąd atomowy wodór miałby uzyskiwać energię jeśli nie z eteru? Nic dziwnego, że naukowy establishment nie chce abyś wiedział o jego istnieniu. Jeśli zaś mamy wierzyć „prawu zachowania energii” tak jak jest ono interpretowane przez „układ naukowy” (relatywistyczny, wykluczający istnienie eteru), to proces ten jest niemożliwy. Tymczasem, korzys-tając jedynie z danych dostępnych w „stan-dardowych” opisach metody wykazałem, że energia wyjściowa wynosząca 103 kalorie na gramocząsteczkę jest w jakiś dziwny sposób „podwyż-szana” do 109.000 ka-lorii na gramocząs-teczkę wodoru, to jest 1058 razy więcej. Traktując owe 103 ka-lorie energii jako „wyjściowe” (zwane „energią aktywacji”) uzyskujemy z eteru na czysto 108.897 kalorii/gramocząsteczkę w tra-  kcie rekombinacji.

Przypadkowo takie samo zjawisko, wyda-je się być oczywistym źródłem energii w nie-typowym cieple uzys-kiwanym w trakcie zjawisk kawitacyjnych, a także w procesach tzw. „zimnej fuzji” – oba zjawiska (procesy) energetyczne oparte są o jednoatomowy wodór.

Wodór ma jeden niesparowany elektron na jednej powiększonej orbicie. Na tablicy Medelejewa takie atomy znajdują się w Grupie I–a, wszystkie ona mają pojedynczy elektron na zewnętrznej orbicie i reagują na światło i zmieniają się (transmutują) gdy są wystawione na promieniowanie ultrafioletowe – dzieje się tak ze wszystkimi pierwiastkami z liczbą atomową poniżej 19. Niektóre z tych pierwiastków transmutują w świetle widzialnym lub podczerwonym, a wszystkie one mogą być użyte by uzyskać użyteczną, darmową energię. Ta „foto–reaktywność” jest źródłem czasowej sztucznej radioaktywności produkującej izotopy o krótkim półokresie rozpadu z emisją fotonu, która przywraca równowagę w atomie kiedy powracają one do stanu podstawowego. Energia tych emisji radioaktywnych pochodzi z eteru, a nie z samych atomów. Atomy można by porównać do kryształów opisywanych w Efekcie Ramana, kiedy to światło przechodzące przez kryształ uzyskuje niższe częstotliwości. Podczerwone spektrum wytwarzane przez proces atomowego wodoru oddziaływuje z normalną materią (atomową, cząsteczkową), z powodu dużej długości fali. Transfer ów jest najwyraźniej rodzajem czegoś, o czym tajemniczo wypowiadał się Tesla, mówiąc: „Nie ma innej energii w materii, niż ta otrzymywana z otoczenia.”

Jako pierwsi pomysł docenili inni poszukiwacze darmowej energii, choć trzeba przyznać robili to nie zawsze zgodnie z przyjętymi ogólnie zasadami postępowania w takich wypadkach. Popatrzmy co na ten temat ma do powiedzenia autor:

W roku 1999 niejaki Nicholas Moller z greckiej części Cypru zamówił u mnie jeden egzemplarz mojej książki. Po dwóch latach, w roku 2001 z zaskoczeniem odkryłem, że p. Moller skopiował żywcem moje rysunki pieca z rozdziału VI i przedstawił ten projekt jako swój pod nazwą MAHG – Moller Atomic Hydrogen Generator. Przy okazji usunął moje nazwisko. Zamieścił za to wszystko co pisałem na temat Langmuira nie dokonując przy tym żadnej istotnej zmiany (za to pomijając przy okazji wiele istotnych punktów) i posługując się verbatim moimi słowami.

To nie Langmuir nie wynalazł piec atomowy, zrobiłem to ja. Również ja jako pierwszy zasugerowałem, że proces ten jest „nadmiarowy energetycznie”, jak i to, że można w nim wykorzystywać „na okrągło” pewną ograniczoną ilość wodoru.

 

I CO DALEJ?

Życie toczy się dalej.  Abstrahując od moralnej oceny postępku p. Nicholasa Mollera, należy stwierdzić, że jest to osobnik obrotny i tematem zajął się na serio.

Moller, który powołał spółkę Spectrum Investment Ltd. wylądował w końcu w Petersburgu, gdzie nawiązał współpracę z dr Aleksandrem Frołowem prowadzącym spółkę R&D pod nazwą Faraday Lab Ltd.2  Jak wynika z oświadczenia dra Frołowa stosunki pomiędzy spółkami stały się napięte z uwagi na dość niepoważne traktowanie zobowiązań finansowych przez p. Mollera3.

Dr Frołow opracował nową wersję urządzenia (FMAHG – Frolov/Moller Atomic Hydrogen Generator) w roku 2003, która w wersji 2.0 była testowana w laboratoriach Jean-Luisa Naudina. Osiągnięto tam wydajność rzędu 2000%. Według obliczeń autora wynalazku dra Frołowa teoretyczne maksimum dla tej konkretnej konstrukcji wynosi 8000%.

FMAHG jest cylindrem posiadającym wejście i ujście wody, która opływając chłodzi wewnętrzny zamknięty zbiornik-komorę zawierający wodór o ciśnieniu 0,1 atm. W centralnej części znajduje się tungstenowe włókno żarowe o średnicy 0,25 mm służące jako katoda, gdzie wodór reaguje zmianą z postaci dwuatomowej na jednoatomową. Wodór nie zużywa się trakcie tych zmian. W trakcie rekombinacji wydziela się ciepło, które jest odbierane przez wodę. To właśnie pomiary ciepła transportowanego na zewnątrz przez wodę służą jako praktyczny wskaźnik skuteczności metody.

Kluczem jest tu częstotliwość z którą pulsuje anoda i katoda, by uzyskać niskoenergetyczny efekt rozdzielenia się cząsteczki wodoru. Napięcie na anodzie i katodzie waha się w granicach od 200 do 300 V, zaś jedynie prąd stały jest w stanie uruchomić cały proces. Pulsowanie odbywa się z częstotliwością rzędu 10 MHz.

Dr Frołow usiłował uzyskać patent na swoje urządzenie. Wysłał wniosek patentowy do Urzędu Patentowego Federacji Rosyjskiej, ale został on odrzucony, ponieważ uznano, nota bene po długiej wymianie korespondencji, że efekt jest niemożliwy. I to mimo dostarczenia przez wynalazcę potwierdzonych pomiarów przez stosowny urząd państwowy. Co prawda, jak pisze autor, dokładność nie mogła stanowić problemu w przypadku wydajności rzędu 210-245% u pierwszych badanych urządzeń.

Istniej szansa, że badania będą dalej prowadzone w instytutach badawczych Wielkiej Brytanii i Australii, z którymi Faraday Lab. Ltd. nawiązał kontakt.

 

Na koniec należałoby zadać proste, ale być może głupie i naiwne, pytanie:

Dlaczego wydawane są miliardy dolarów na głupie wojny o ropę, gdy niewielka część tych pieniędzy mogła by doprowadzić do opracowania tanich, samo-zasilających się generatorów energii opartych na takich jak wyżej opisane zjawiskach?

Formułując odpowiedź należy bardzo poważnie rozpatrzyć udział w niej teorii spiskowych wszelakiego autoramentu. No i przy okazji należy zadać jeszcze jedno pytanie: czy żądza władzy i pieniędzy może doprowadzić do zagłady gatunku? Czy inteligentni ludzie mogą być za razem aż tak głupi?

Mimo wszystko mam nadzieję, że normalny, zdrowy rozsądek zwycięży. Oby szybko.

Przemysław J. Ilukowicz

 

Książkę OCCULT ETHER PHYSICS można zamówić u autora:

CREATOPIA PRODUCTIONS

William R. Lyne, Lamy, New Mexico 87540

tel./fax: (+1) 505 466 3022


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(16 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Środa, 12 kwiecień 2017 02:14