Font Size

Czcionka
alexjones.pl Technologia i nauka Medycyna Jak z oszusta Jennera zrobiono wybawcę ludzkości
Kategoria: Medycyna   Piątek, 12 maj 2017 01:49 Autor:

Jak z oszusta Jennera zrobiono wybawcę ludzkości

Z cyklu: „Państwo istnieje formalnie”

Działaczom Izb lekarskich do  sztambucha

O tym, że brak jakichkolwiek prac przedstawiających korzyści ze stosowania szczepionek, nie trzeba przypominać. Znana grupa dezinformatorów i naganiaczy szczepionkowych z Polski nie wystąpiła o podjęcie nagrody w wysokości całych 100 000 dolarów, oferowanej temu, kto udowodni, że szczepionki są bezpieczne i korzystne. Jest to jednoznaczny dowód klęski  szczepionkowców. Kto by nie chciał dostać pół miliona za nic?

Kropkę nad „i” postawił Sąd Najwyższy Niemiec wyrokiem stwierdzającym brak prac naukowych, wskazujących na istnienie wirusa odry. Teraz więc sam musisz rozstrzygnąć Szanowny Czytelniku, co oni tak naprawdę podają w słynnej szczepionce MMR, wywołującej autyzm! I masz od razu odpowiedź, dlaczego trzeba stosować przymus przy szczepieniach i karać nieszczepiących rodziców, broniących swoich dzieci.

 

A wszystko zaczęło się od legendy, jaką  zrobiono w XX wieku niejakiemu Edwardowi Jennerowi, rzekomo prostemu wiejskiemu lekarzowi, którego „genialne obserwacje” i wiedza postawiły tamę epidemii czarnej ospy. Jak to zwykle bywa, prawda jest dokładnie odwrotna. To „eksperymenty Jennera” zebrały śmiertelne żniwo czarnej ospy i nie tylko. To właśnie bezmyślne procedury wszelkiej maści cwaniaków - urzędników doprowadziły do setek tysięcy zgonów w XIX wieku.

Nie jest to nic nowego. Z wirusem  Ebola przed kilkunastu laty zrobiono podobnie. Także rzekomo jakiś lekarz w dżungli odkrył nieznanego nikomu wirusa. A to, że obok znajdowała się baza broni biologicznej Pentagonu, pominięto dyskretnym milczeniem.

Ad rem. Anglicy wywodzą „misję szczepień” od niejakiej LADY MARY Wortley Montagu, młodej kobiety, która chcąc ratować swoje dzieci, poddała je zabiegowi szczepienia w 1717 roku. Potem minęły tylko 3 pokolenia i już w 1796 roku ten nasz hochsztapler Edward Jenner rozpoczął masową akcję szczepień. O tym, że Francuzi zaczęli szczepienia o pokolenia wcześniej, lansowana w Polsce historia milczy. O tym, że już Katarzyna II na dwa pokolenia przed Jennerem się zaszczepiła, w polskojęzycznych podręcznikach - cisza. Podobnie, jak o szczepieniu dzieci króla Neapolu jaakieś 40 lat przed Jennerem.

 

Od razu wyjaśnia się sprawa, kto w Polsce decyduje o oświacie. Widać wyraźnie długie ramię City of London Corporations. Nie należy się dziwić temu. Wg mojej wiedzy 90% ludzi wykształconych nigdy nie słyszało o takim państwie.

Podobnie jak nieznany jest fakt finansowania przewrotu majowego przez Piłsudzkiego - Gineta - Selmana kwotą 800 000 funtów. Agent ten był uczciwy. Wydał tylko 600 000 i resztę zwrócił, co zostało odnotowane. W zamian sprywatyzował od razu huty i kopalnie Górnego Śląska, z wielkim poświęceniem odzyskane przez Ślązaków i przyłączone do Polski oraz z takim trudem założony Narodowy Bank Polski, oddając go w ręce koncernu Rothschilda.
Wiadomo, że oddanie możliwości tworzenia pieniądza w obce ręce pozbawiło Kraj samodzielności gospodarczej i politycznej. O tym także w podręcznikach  nie wolno pisać! I co najważniejsze, żadnej z wydmuszek intelektualnych, piastujących rolę historyków, to nie przeszkadza.

 

O tym, że szczepienia roznoszą chorobę, wiadomo  już od 1764 roku. Czarna ospa jest chorobą zakaźną, a praktyka wariolozacji, czyli szczepień, stworzyła nowy czynnik rozprzestrzeniania się tej choroby. Lekarze porównali śmiertelność na ospę z okresu 38 lat przed prowadzeniem szczepień, z tym samym przedziałem czasowym po wprowadzeniu szczepień. I co się okazało? Śmiertelność z powodu ospy wcale nie spadła, wręcz przeciwnie, wzrosła!!! Wnioski były jednoznaczne. Szczepienia nie tylko nie zapobiegają zachorowaniu na czarną ospę, ale wręcz przeciwnie, zwiększają śmiertelność z tego powodu.

Jak trudno rozpoznać ospę, najlepiej świadczy katastrofa wrocławska z 1964 roku, kiedy to wyspecjalizowany szpital wojskowy, przyjmujący agentów, nie umiał rozpoznać ospy przez kilka tygodni. Dopiero stażysta przypadkowo odbywający praktykę w tym szpitalu postawił prawidłowe rozpoznanie. A co robili „specjaliści”? Leczyli chorych na nowotwory i inne cuda.

 

Rozwijająca się w 2-3 dekadzie XIX wieku w Anglii moda na szczepienia, była spowodowana wysokimi wynagrodzeniami lekarzy szczepiących. Większość lekarzy zamiast się uczyć, wolała zajmować się szczepieniami. W Anglii vaccinators, jak nazywano urzędników miejskich - oficerów medycznych - zajmujących się szczepieniami, zarabiali od 1200 do 1500 funtów rocznie, a nawet więcej. Przypominam, że dyplom lekarza można było sobie kupić już za 15 funtów. Za taką kwotę kupił sobie dyplom Edward Jenner.

 

Obecnie w podręcznikach epidemiologii i chorób zakaźnych do jednego worka wrzucono zgony na cholerę azjatycką, z ofiarami poszczepiennymi ospy. U wybrzeży Sundeland jesienią 1831 roku wybuchła epidemia cholery azjatyckiej. Choroba rozprzestrzeniała się na północ w kierunku Szkocji i na południe do Londynu. W czasie tej epidemii zanotowano 51 000 zgonów. Jak podają opisy z tamtego okresu, choroba była niepodobna do wszystkiego, z czym mieli lekarze do czynienia wcześniej. Liczba pochówków w samym  Londynie, w pierwszym tygodniu epidemii, zwiększyła się dwukrotnie. W następnym tygodniu wzrosła czterokrotnie.

Cholera była przenoszona głównie przez fatalne ujęcia wodne, brud, smród i biedę. Chorowała więc głównie ludność z dzielnic biedoty. Wyraźnie można było określać granice geograficzne epidemii w rejonach tych dzielnic. Epidemia cholery współistniała wg opisów z epidemią ospy. Powodowało to duże trudności w izolacji poszczególnych zakażeń. Biedota najczęściej nie miała pieniędzy na lekarzy. Chorowały osoby zamieszkujące wspólne pomieszczenia. Ospa częściej występowała wśród klasy średniej, szczepiącej się przeciwko ospie. Zarządy miast, zamiast poprawy warunków bytowania tych najbiedniejszych, masowo zafundowały im szczepienia przeciwko ospie. Powodowało to rozprzestrzenianie się choroby oraz potęgowało śmiertelność w przypadku osób chorych na cholerę, biednych i wyniszczonych.

 

W 1848 roku wybuchła w Irlandii zaraza ziemniaczana. Biedni chłopi irlandzcy, nie mogąc spłacać opłat czynszowych, byli masowo wyrzucani z ziemi. Stąd duża emigracja biednej ludności do miast. To wywłaszczanie chłopów ze wsi spowodowało także rozprzestrzenianie się „irlandzkiej gorączki”. Warunki zamieszkiwania w miastach przypominały dzisiejsze slamsy azjatyckie, co dodatkowo sprzyjało rozprzestrzenianiu się epidemii. Szacuje się, że na skutek tej zarazy zmarło 500 000 Irlandczyków, a 800 000 zmuszono do emigracji do Ameryki. W owym czasie przemysł gwałtownie się rozwijał i Ameryka potrzebowała dużej ilości taniej siły roboczej.

Proszę zauważyć, że te epidemie wybuchły w najbardziej uprzemysłowionych krajach, najpierw w Anglii, potem w Cesarstwie Pruskim i w Ameryce. Państwa te były liderami w postępie technicznym. Kolej, maszyna parowa, to wynalazki najszybciej zdobywające rynek angielski. We wszystkich tych państwach w pierwszym okresie 100 lat rozwoju przemysłowego nie następowała poprawa warunków egzystencji, tylko wprowadzano przymus szczepień, czyli zysk dla określonych grup.

Sir Edwin Chadwick, pionier higieny sanitarnej, w swoim sprawozdaniu z 1839 roku dotyczącym warunków sanitarnych ludności pracujących w dużych miastach GT Brytanii podał, że na jednego człowieka umierającego ze starości, przypadało ośmiu umierających z powodu określonych chorób. To wyjaśnia także, dlaczego w drugiej i trzeciej dekadzie XIX wieku jedno na troje dzieci umierało, nie dożywając piątego roku życia. To także spowodowało, że książki Ch. DICKENSA, czy W. HUGO dotyczące warunków życia w świecie zachodnim, wycofano obecnie z lektury obowiązkowej w szkołach polskich. Obraz państw, zwanych kapitalistycznymi, ma być cukierkowy. Przecież one nadal potrzebują taniej siły roboczej.

Pierwsze akty prawne dotyczące warunków sanitarnych powstały w 1841 roku. W medycznym, jednym z najstarszych na świecie czasopism - The Lancet, znajdujemy takie tytuły prac naukowych z roku 1849:

• Leczenie zarazy ospy, przez powtarzane dawki kalomelu.

• Korzyści obfitego puszczania krwi w chorobach zakaźnych.

• Raport o leczeniu zarazy upustami krwi.

• Zastrzyki ciekłego amoniaku w zarazach.

 

Sam musisz zrozumieć Czytelniku, jaki panował wówczas poziom nauki. W USA puszczaniem krwi leczono cholerę jeszcze po wojnie secesyjnej, czyli 1866 roku. Metoda ta powodowało śmiertelność rzędu 75%, a leczenie homeopatyczne powodowało śmiertelność rzędu 3-5 %. Puszczanie krwi było metodą naukową - uniwersytecką.

 

Biorąc pod uwagę dzisiejszą wiedzę na temat epidemii chorób zakaźnych, można śmiało powiedzieć, że leczenie było gorsze od choroby i  powodowało więcej zgonów. Jest to doskonały przykład bezmyślności mód, czyli procedur w medycynie. Niestety, te smutne lata doświadczeń niczego nas nie nauczyły. Nadal obecne tzw. wytyczne, czy procedury, to nic innego, jak puszczanie krwi w chorobach zakaźnych przed 150 laty.

Określając liczbę chorych na ospę w Anglii i Cesarstwie Pruskim pomiędzy 1870 rokiem a 1885 rokiem szacuje się, że zmarło ponad milion osób zaszczepionych. W samej Anglii [nie licząc Walii, Szkocji itd.] zachorowało ponad 122 000 osób.

Pomiędzy 1860 rokiem, a 1888 rokiem wprowadzono we wszystkich oddziałach armii obowiązek szczepienia rekrutów i żołnierzy. Spowodowało to, że zanotowano 3953 przypadków ospy. Z tej  grupy zmarło 391 żołnierzy. Jak wytłumaczyć taką dużą śmiertelność u szczepionych, nieraz po 3 razy żołnierzy, kiedy pielęgniarki, generalnie nie szczepione, nie chorowały nawet na ospę? Obecnie można to łatwo wytłumaczyć. Po prostu, pielęgniarki często myły ręce w czasie pracy. Mycie rąk i zachowanie podstaw higieny było bardzo trudne dla żołnierzy zabieranych z chłopskich pól, zarówno ze względów zwyczajowych, jak i technicznych.

Podobnie Marynarka Wojenna i Handlowa stosowały przymus szczepień, wobec każdej osoby wchodzącej na pokład statku, czy okrętu. Jedynym widocznym rezultatem tych szczepień były liczne statki widma, tak szeroko i ciekawie opisywane przez opłacanych trolli w literaturze pięknej.

Ówcześni lekarze określali przyczyny tych epidemii bardzo dokładnie i prawidłowo, nawet w świetle wiedzy XXI wieku. Dr Hadwen w 1900 roku tak opisuje wybuch epidemii w Kornwalii: „Epidemia ospy w Redruth w Kornwalii. Prasa oczywiście od razu opisała sensacje, zakładając, że epidemia wybuchła z powodu nieszczepienia. Okazało się, że 84% ludzi było zaszczepionych. Jedna czwarta przypadków zachorowań wystąpiła w siedmiu budynkach, z których każdy zawierał  po dwa małe pokoje z niskim dachem, bez wody. Domy były wybudowane w najbardziej obrzydliwym miejscu. W każdej z tych ruder mieszkało nie mniej, aniżeli 7 osób. Wszyscy byli chorzy na ospę. Spośród 7 zgonów, trzy były w tych ruderach. Kolejne 25 % chorych było w domach, w których były otwarte szamba. Trzy kolejne przypadki były w miejscach obok stert obornika, chlewni i gnoju.”

Podobnie obecnie, polskojęzyczne media niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, od razu odkrywają epidemię, nawet jak zachoruje tylko 10 osób. Oczywiście, winne są osoby nieszczepione. Wyjaśnia to, dlaczego nasi Ojcowie nazywali te gazety „gadzinówkami”.

 

Podobnie opisana jest epidemia ospy w Gloucester, w latach 1895 -1896. Zanotowano prawie 2000 przypadków ospy. Gloucester było miastem zaszczepionym w ponad 90%. Epidemia ospy ograniczyła się do południowej części miasta. W tej części kanalizacja była wadliwa, lub w ogóle nie działała. Rury zostały położone partacko, pękały. Była susza i odcięto dostawy wody. Płukanie kanałów zostało zatrzymane. Dostaw wody zabrakło. Kiedy po epidemii dokonano inspekcji kanalizacji okazało się, że rury były popękane, ulatniał się z nich śmierdzący gaz. Każdy przypadek ospy zaczynał się właśnie od wylotu studzienki takiej kanalizacji. Domy z powodu braku wody musiały korzystać z niezabezpieczonych płytkich studni. Rury uliczne prowadzono pod podłogami domów. Stąd ten śmierdzący gaz dostawał się bezpośrednio do mieszkań. W jednej ulicy 114 domów otrzymywało wodę zanieczyszczoną fekaliami. Toalety znajdowały się z tylu kuchni. Toalety nie były oczyszczane, tylko zawartość wylewano do ogrodów. W niektórych z tych domów było nawet po 12 przypadków ospy.

Obecnie prasa należąca do obcokrajowców i reprezentująca ich interesy, także dezinformuje społeczeństwo o przyczynach zachorowań, twierdząc bezpodstawnie, że zachorowali, ponieważ byli nieszczepieni. Naprawdę jest dokładnie odwrotnie. W dwu ostatnich dekadach, tzw. epidemie notowano tylko w grupach zaszczepionych co najmniej w 80 - 90 %.

 

Innym źródłem zarazy były niehigieniczne i przepełnione szkoły. W omawianej epidemii, w jednej tylko szkole w Gloucester zachorowało 45 dzieci, w drugiej 31 dzieci.

Obecnie w Polsce znowu pojawiła się wszawica u dzieci szkolnych, podobnie jak świerzb, ale kto by się zastanawiał nad takimi drobiazgami. Trzeba szczepić, za to są pieniądze. A że sanepidy nie kontrolują czystości? A kogo to obchodzi? Za to nie płacą dodatkowo. A swoją drogą, dlaczego polskie sanepidy są zarejestrowane w głównym rejestrze handlowym DUNST? Może ktoś z PT Czytelników umie wyjaśnić ta zjawisko?

 

Jeszcze gorsze warunki sanitarne panowały w szpitalach. Tak naprawdę nie były to szpitale, tylko miejsca odosobnienia. Kobiety zatrudnione do opieki nad tymi dziećmi opowiadały, że krzyki nocami tych biednych maluchów, biegających po korytarzach w delirium gorączkowym, do tego stopnia działały na ich nerwy, że odchodziły po kilku dniach z pracy. 

W „szpitalu” był permanentny brak wody. W związku z brakiem wody, dzieci nie były myte przez tygodnie, leżały w brudnej, zanieczyszczonej fekaliami bieliźnie. Robactwo panowało wszędzie. Wprost roiło się od niego. Biedne dzieci drapały się do krwi, a opatrunków nie było. Myć także nie było czym tych dzieci. Zdarzały się przypadki nie podawania dzieciom wody przez dwa dni. Kostnica była przepełniona zwłokami, podobnie wyglądała łazienka.

Budynek przeznaczony na „szpital” był zbudowany  na palach na grząskim terenie, nie miał kanalizacji, ani drenażu dookoła. Wodę trzeba było dowozić beczkowozami z odległości ponad ćwierć mili od bagien. Zawsze jej brakowało, jak podaje raport. Takie warunki panowały w Gloucester. Co robiły władze miasta? Zwiększyły liczbę szczepień. Dopiero ulewne deszcze uspokoiły sytuacje w mieście oczyszczając z fekaliów ulice i napełniając kanalizację.

 

Tak samo wyglądała epidemia w 1898 roku w Middlesbrough. Epidemia szalała w dzielnicy robotniczej, usytuowanej na bagnach. Domy budowano bez fundamentów. Wiele domów stało prosto na glebie. Jedynymi toaletami były kubły znajdujące się na zewnątrz, na podwórkach. Skwapliwie zaszczepiono 98.4% mieszkańców. Niestety, to powiększyło obszar tragedii, tworząc nowe ogniska zarazy. Sir Edwin Chadwick, weteran sanitarny powiedział wprost: ospę, tyfus i nieznane gorączki występują w warunkach zanieczyszczonego powietrza, stojącego gnicia, złego odwodnienia domów, nie usuwania odchodów, nieczystej wody oraz przeludnienia.

 

Przypominam, że to jest również okres walki z gorączką połogową i olbrzymią śmiertelnością kobiet po porodzie, oraz zwalczania dr Samelweissa, zm. 1865 r., który pierwszy w latach 1850 żądał częstego mycia rąk w szpitalach, co tak bardzo się nie podobało jego kolegom - medykom uniwersyteckim. Efektem zaszczucia dr Samelweissa przez tzw. uniwersytecką medycynę było samobójstwo tego lekarza.

Negatywne podejście do szczepień nie było problemem tylko Anglii.

W Austrii, dr Josef Hermann, główny lekarz z syfilityczne szpitala w Wiedniu, został powołany na ministra ospy w Cesarskim Szpitalu w Wiedniu, od miesiąca sierpnia 1858 roku do końca od 1864 roku, jednym zdaniem określił swoje doświadczenie zdobyte w tym okresie: „Szczepienie to był największy błąd medyczny w dzisiejszych czasach”.

 

Oprócz wzrostu umieralności na ospę zafundowano wzrost zachorowań na kiłę dzieci. Okazało się, że w szczepionkach znajdowały się krętki. Nie jest to nic nowego. Do szczepionki przeciwko polio dołożono rakotwórczego wirusa SV - 40 i przez prawie 40 lat podawano go także polskim dzieciom. Oczywiście, żaden z wirusologów, bądź co bądź państwowego Instytutu, nie przyznał się do winy. Podobnie, jak ze skażoną szczepionką, zakupioną w Korei w 1996 roku, z powodu której zamarły kolejne dzieci. Winnych nie ma!

dr J. Jaśkowski

 

„Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”. Jerzy Orwell

 

Gda.03.05.2017 r.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



alexjones.pl Technologia i nauka Medycyna Jak z oszusta Jennera zrobiono wybawcę ludzkości